^Góra strony

foto1 foto2 foto3 foto4 foto5
foto5

100. rocznica urodzin ks. Jana Machy. Homilia ks. Wojciecha Surmiaka

Ks. Wojciech Surmiak

Promotor sprawiedliwości

w procesie Beatyfikacyjnym

 

«Pójdź za mną!» (Mk 2,14)

Homilia w czasie Mszy świętej z okazji setnej rocznicy urodzin

Sługi Bożego ks. Jana Machy

(Chorzów Stary, Kościół św. Marii Magdaleny, 18.01.2014)

Czytania:

1 Sm 9,1-4.17-19; 10,1a

Ps 21,2-7

Mk 2,13-17

Ekscelencjo Księże Arcybiskupie,

Bracia w kapłaństwie,

Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia,

 

Jezus „przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza” (Mk 2,13).

 

Jego społeczna tożsamość była zachwiana fachem,

którym się parał – był celnikiem.

I to tam w komorze celnej usłyszał głos Pana: «Pójdź za mną!».

Z komory celnej wyrwał go Pan.

 

Pięknie tę scenę wymalował Caravaggio na obrazie,

który po dziś dzień możemy podziwiać

w rzymskim kościele św. Ludwika,

w kościele francuskim (San Luigi dei Francesi).

 

Chrystus wymownym gestem ręki wskazuje na Lewiego,

a ten wzdrygający się, niejako pytający:

„Czyżbym to ja Panie miał być Twoim uczniem?

Czy to na pewno o mnie chodzi?”.

Wymowny pozostanie na zawsze

gest ręki Chrystusa z obrazu Caravaggia,

gdyż jest to ten sam,

który umieścił niecały wiek wcześniej

Michał Anioł w Kaplicy Sykstyńskiej,

gdy przedstawiał Boga w momencie stworzenia człowieka.

Stwórcę, przekazującemu Adamowi iskrę życia.

Siostry i Bracia,

Kiedy spotykamy na naszej życiowej drodze Chrystusa,

kiedy spotykamy w naszym życiu Boga,

kiedy słyszymy owo: «Pójdź za mną!»,

wtedy dokonuje się nasze powtórne stworzenie,

wtedy odnawia się nasze człowieczeństwo.

 

Jezus „przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza” (Mk 2,13).

 

Dwadzieścia wieków później,

Jezus przechodząc drogami Kościoła w starochorzowskiej parafii,

ujrzał Jana, syna Pawła, syna Anny.

I do niego wielokrotnie na drodze Jego życia

kierował słowa: «Pójdź za mną!».

 

Najpierw mówił te słowa do Jasia,

gdy tu w tej parafii wzrastał,

gdy tu kształtowało się jego przyszłe życie,

w jego rodzinie, wśród rodzeństwa,

w tym kościele parafialnym, na tej ojcowiźnie.

Tu się Jaś uczył tego, co później Jan potrafił.

A potrafił wiele…

 

A potem już młody pan Jan, maturzysta,

usłyszał znowu ten sam głos:

«Pójdź za mną!» drogą kapłańskiego życia.

I być może mógł się zniechęcić, gdy za pierwszym razem,

chcąc przestąpić próg Seminarium Śląskiego to się nie powiodło.

To jednak ten wewnętrzny głos był na tyle natarczywy i silny,

że swą próbę ponowił.

 

Jego droga seminaryjna zakończyła się wtedy,

gdy to nie na jego głowę

– jak to uczynił Samuel wobec Saula

w dzisiejszym pierwszym czytaniu –

ale gdy na jego dłonie

biskup Stanisław wylał święty olej.

A było to w pamiętnym roku ’39,

w tym samym, w którym niedaleko później

- jak pisał poeta - żołnierze „czwórkami do nieba szli”.

 

Tak rozpoczęła się Jego kapłańska droga.

Droga pod znakiem ciągłego wyznawania wiary,

żeś «Ty Jezu, moim Panem i moim Bogiem»

(por. hasło prymicyjne).

To właśnie wyznanie Apostoła Tomasza

skierowane do Zmartwychwstałego

stało się myślą przewodnią Jego kapłańskich dni.

 

Bo ty Księże Janie, wzrastając w tej parafii,

wzrastając pod czujnym okiem Marii Magdaleny,

tę prawdę o zmartwychwstaniu rozczytywałeś jakoś głębiej. 

To Maria Magdalena jako Apostołka Apostołów,

uczyła Cię tu już od dziecka,

że życie śmiercią się nie kończy,

że po tym życiu jest to,

które jest wiecznym życiem.

 

Usłyszałeś Księże Janie

Chrystusowe «Pójdź za mną!» i wtedy,

na katowickim dworcu, owego wrześniowego dnia 1941 r.

Specyficzne było to «Pójdź za mną!»,

bo świat usłyszał je wtedy jako: «Pan pójdzie z nami».

 

Ale i wtedy wiedziałeś, że Bóg jest z tobą,

że i za kratami jesteś potrzebny tym, którzy czekają na Chrystusa.

„Że nie potrzebują lekarza zdrowi,

ale ci którzy się źle mają”

(por. śpiew przed Ewangelią).

A tam za kraty zawiodła Cię

głęboka miłość ku Bogu i ludziom.

 

W zakrystii przed Mszą św.

spoglądnąłem na Wasz parafialny harmonogram kolędy.

Odwiedziny te co dopiero wczoraj się skończyły.

Z pewnością księża mają sobie wiele do powiedzenia

o spostrzeżeniach duszpasterskich,

ale tak samo było i wtedy,

gdy dzisiejszy Sługa Boży jako wikariusz w Rudzie Śląskiej

przeszedł kolędę przełomu ’39 i 40 roku.

 

Zobaczyłeś wtedy Księże Janie ciężar ludzkiej biedy,

nie mogłeś przejść obojętnie.

Ta głęboka współczująca miłość

zaprowadziła Cię do więzienia,

w którym na śmierć skazanym zostałeś.

 

Wtedy to usłyszałeś kolejny raz

słowa Chrystusa: «Pójdź za mną!»,

i złącz się ze Mną w tajemnicy śmierci.

A może właśnie wtedy usłyszałeś:

„Janie, przyjdź do mnie;

przyjdź już na wieki!”.

 

Słuchając słów dzisiejszego psalmisty,

możemy powiedzieć, że Ty Panie

 „spełniłeś pragnienie jego serca,

i nie omówiłeś błaganiom warg jego.

Bo pomyślne – [choć po ludzku trudne] –

błogosławieństwo wcześniej nań zesłałeś,

szczerozłotą koronę włożyłeś mu na głowę”.

On – choć „prosił Ciebie o życie” –

„Ty go obdarzyłeś [tym większym],

długimi dniami,

bo na wieki, już na zawsze” z Tobą.

 

„Dlatego nie rozpaczajcie,

wszystko będzie dobrze,

bo bez jednego drzewa las lasem zostanie,

bez jednej jaskółki wiosna też zawita,

a bez jednego człowieka świat się nie zawali.

A więc do widzenia.

Zostańcie z Bogiem.

I módlcie się za waszego Hanika”

(fragment listu pożegnalnego z dnia 2.12.1942).

 

Zapytasz:

„Dlaczego mam się modlić?”

 

Odpowiadając na to pytanie,

wrócę na chwilę do dzisiejszego psalmu i powiem:

módlcie się za waszego Hanika,

aby go Pan dla nas „uczynił błogosławieństwem na wieki”; 

módlcie się za waszego Hanika,

aby ołtarze nasze Bóg „napełnił radością Jego obecności”.

 

Módlcie się i za tych,

którym w Kościele zlecone zostało posługiwanie

w procesie beatyfikacyjnym,

aby to dzieło sprawiedliwie

i wedle Bożej woli zostało do końca wypełnione.

Amen.

Copyright 2018  Archidiecezja Katowicka