^Góra strony

foto1 foto2 foto3 foto4 foto5
foto5

Tekst o gilotynie katowickiego więzienia

Tekst o gilotynie z katowickiego więzienia

Adam Cyra, Katowicka gilotyna w zbiorach Muzeum Auschwitz-Birkenau (fragmenty), [w:] „Biuletyn”, nr 56, wyd. Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem, Oświęcim, wrzesień 2010, s. 19-20.

W katowickim więzieniu, mieszczącym się przy ulicy Mikołowskiej, czynna była gilotyna, na której wykonywano wyroki śmierci na ludności polskiej ze Śląska, Zagłębia Dąbrowskiego i Podbeskidzia. Hitlerowcy uciekając z Katowic pod koniec stycznia 1945 r. zakopali ją nocą na cmentarzu w pobliskich Bogucicach. (…) Odnaleziona po wojnie gilotyna przez kilka lat stała na strychu budynku Wojewódzkiej Komendy Milicji Obywatelskiej w Katowicach. Najprawdopodobniej jeszcze w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku przekazano ją do zbiorów Muzeum Oświęcim-Brzezinka.

Państwowe Muzeum Oświęcim-Brzezinka (obecnie Auschwitz-Birkenau) posiada protokół (bez daty), w którym m.in. odnotowano: „Gilotyna złożona z trzech części: metalowego obramowania z ostrzem na prowadnicach, skórzanym pasem oraz mechanizmem korbowym i drewnianym elementem z otworem na szyję. Jest również pojemnik na głowę o wymiarach 41 na 51 cm i prycza o długości 136 cm. Ostrze ma ciężar 51 kilogramów, wysokość gilotyny wynosi 235 cm”.

Od października 1941 r. do stycznia 1945 r. w katowickim więzieniu ścięto 552 osoby, w tym 48 kobiet. Egzekucje przeprowadzano w różne dni tygodnia w nocy, mniej więcej od godziny 22 do 5 rano. Gilotyna działała jeszcze kilka dni przed wejściem do miasta żołnierzy sowieckich. Nie wiadomo dokładnie, kim były wszystkie jej ofiary, bowiem hitlerowcy spalili większość szczegółowej dokumentacji, ale w katowickim Urzędzie Stanu Cywilnego pozostały spisy zamordowanych. Wiadomo, że ścięto na niej m.in. ks. Jana Machę, publicystę dr. Pawła Musioła oraz Józefa Pukowca, komendanta Chorągwi Związku Harcerstwa Polskiego w Katowicach podczas okupacji organizatora tajnego harcerstwa na Śląsku.

Gilotyna ta stała w osobnym parterowym budynku z czerwonej cegły, który przylegał do gmachu więzienia w Katowicach.

Konstanty Ostrowski, jako jeden z autorów zbiorowego opracowania „Więzienia hitlerowskie na Śląsku, w Zagłębiu Dąbrowskim i w Częstochowie 1939-1945” (Katowice 1983), w swoim opracowaniu o więzieniu katowickim napisał: „W przedsionku straceń oczekiwali na skazańców: prokurator (...) oraz lekarz. Prokurator dla formalności zapytywał skazanego, czy ma coś do powiedzenia. Najczęściej padała odpowiedź: „Nie!” lub „Jestem niewinny". Teraz już tylko czarna zasłona oddzielała więźnia od oprawców, a prokurator bezbarwnym głosem odczytywał formułę odrzucenia prośby o ułaskawienie i kończył słowami: „Ich übergebe Sie dem Scharfrichler!” — Oddaję pana w ręce kata! Wtedy błyskawicznie rozsuwała się czarna kotara i w okamgnieniu pochwytywały ofiarę ręce pomocników kata, zwalały ją na pomost gilotyny, a głowa znikała w zacisku „oczka”. Ciało obezwładniano sznurami, przywiązując je do pomostu (...). Na dany znak kat szarpał za rączkę spustu i ostrze topora gilotyny spadało na kark skazańca z wysokości ponad dwóch metrów”.

 

 

Copyright 2018  Archidiecezja Katowicka