^Góra strony

foto1 foto2 foto3 foto4 foto5
foto5

4. Kazanie wygłoszone 16 VII 1939 w kościele św. Marii Magdaleny w Chorzowie Starym; kazanie na niedzielę 7. po Świątkach: Objawy, przyczyny i skutki obojętności religijnej

Kazanie na niedzielę 7. po Świątkach

Objawy, przyczyny i skutki obojętności religijnej

 

Strzeżcie się pilnie fałszywych

proroków, którzy do was przychodzą

w odzieniu owczym, a wewnątrz

są wilcy drapieżni!” (Mat. 7.15)

 

Najmilsi w Chrystusie Panu!

Mile by było żyć na świecie, gdyby oświadczenia ludzkie zgadzały się z ich uczynkami; mile by żyć było na świecie, gdyby czyny ludzkie to potwierdzały, co słowa wyrażają; mile mówię byłoby żyć i mieszkać na ziemi, gdyby każdy dotrzymał słowa, gdyby jeden drugiego nie zdradzał, nie okłamywał. Lecz niestety, jakże jest inaczej. Dlatego Pan Jezus przestrzega nas w dzisiejszej ewangelii św.: „Strzeżcie się pilnie fałszywych proroków, którzy do was przychodzą w odzieniu owczym, a wewnątrz są wilcy drapieżni”. To ostrzeżenie nie odnosi się tak do spraw doczesnych, jak raczej do tego, byśmy nie słuchali fałszywych proroków w sprawach nadprzyrodzonych, by przez to nie ponieść szkody na duszy, by nie stracić prawdziwej wiary lub nie stać się obojętnym we wierze. Przez tych fałszywych proroków Chrystus rozumie nie tylko tych ludzi którzy głoszą zwodnicze i niebezpieczne dla naszej duszy hasła, ale i wszystkie te rzeczy, które przyczyniają się do naszej obojętności religijnej. Dlatego mamy się tego wszystkiego wystrzegać byśmy nie utracili tak drogiego skarbu, jakim jest prawdziwa wiara.

Dzisiaj więc z łaską Bożą rozważymy objawy, przyczyny i skutki obojętności religijnej. Są pośród nas ludzie, którym złe towarzystwa lub złe książki, zazwyczaj w spółce z namiętnościami odebrały wiarę, są i tacy, którym złe prądy duchowe zaczynają smakować; ale są i jawni poplecznicy i szerzyciele niedowiarstwa, chociaż zdrowy rozum i uczucie polskie mówią każdemu, że bez religii ani jednostka, ani rodzina, ani społeczeństwo obejść się nie mogą. Dzięki Bogu, że coraz więcej jest u nas ludzi ze silnymi zasadami katolickimi, którzy tym zasadom są wierni, zawsze i wszędzie: w życiu prywatnym i publicznym, w domu, w szkole i gdziekolwiek indziej.

Ale to wszystko jeszcze nie wystarczające. Za mało jeszcze żarliwości o chwałę Bożą, mało troski o pomyślność Kościoła. Za mało u nas męstwa katolickiego, które każe nam stanąć w obronie prawdy. Trzeba przyznać, że ruch religijny zaczyna się budzić, ale nie będzie on prawdziwy, jeżeli nie będziemy się wystrzegali chłodu względem Boga, bo chłód względem Boga, to pierwszy stopień obojętności religijnej, potem przychodzi lekceważenie obowiązków i praktyk nabożnych, a przede wszystkim modlitwy. Oziębły człowiek nie widzi celu dla którego by miał uczęszczać do kościoła, opuszcza się mszę św., zaprzestaje korzystać ze zdrojów łaski Bożej i tak z oziębłego staje się zimny a z czasem i wrogi Kościołowi.

To są główne objawy obojętności religijnej, ale jakie są jej źródła? Wiele jest ich i nie sposób wszystkie wyliczyć. Wskażę tylko na niektóre.

Jednym ze źródeł obojętności religijnej jest nieznajomość rzeczy Bożych. Wielu katolików niby to są katolikami, a nie znają nauki katolickiej, stąd jej nie cenią, nie pragną łaska Chrystusowych, nie wstępują w Jego ślady, nie słuchają poleceń Kościoła. Co gorsza, są chrześcijanie, którzy sądzą, że obojętną jest rzeczą, jaką kto religię wyznaje, byle tylko żył uczciwie.

Innych odwodzi od obowiązków religijnych życie występne, a szczególnie zmysłowość i pycha. Bouguer1, uczony i niewierzący członek Akademii francuskiej w XVIII w. prowadził z O. la Berthonie rozmowy na tematy religijne. Rozmowy te ostatecznie doprowadziły go do wiary. Po swem nawróceniu rzekł pewnego razu do O. la Berthonie: - Czy ojciec wie, czemu ja właściwie byłem niewierzącym? Jedynie dlatego, że byłem zepsuty moralnie. Życie występne musi odwieść nas od życia religijnego. Nie może być inaczej. Ludziom żyjącym w występkach nie może się podobać religia, która woła do wszystkich: „Bądźcie świętymi jako i Ojciec wasz, który jest w niebiesiech święty jest”. Nie może im się podobać religia, której założyciel domaga się, ażeby wyznawcy jego wzięli krzyż na ramiona swoje i szli za nim; nie może im się podobać religia, która potępia nie tylko występne uczynki, ale nawet złe pożądliwości i myśli. Bogacz posiadający ufność w skarbach swoich, nie może uwielbiać religii, która błogosławi ubogich, a złym bogaczom zagraża wiecznym potępieniem. Brudny skąpiec nie może być czcicielem religii, która do niego przemawia groźnym głosem: „Szalony, tej nocy jeszcze duszy twej upomnę się u ciebie, a coś nagotował czyjeż będzie?” Człowiek zmysłowy nie może ukochać religii, która do wszystkich jemu podobnych woła: żaden nieczysty nie będzie uczestnikiem Królestwa Bożego.

Obojętni są względem religii, a nawet nią pogardzają, ludzie dumni, ponieważ ta religia głosi cichość i zaparcie się siebie. Pysznemu zdaje się, że ubliżył by swojej godności, gdyby się upokorzył przed Bogiem. Ta sama duma każe im pomiatać praktykami religijnymi, jakoby one były tylko dla prostaczków; a tymczasem królowie nieraz w prochu korzyli się przed Panem i tak nasz Jan Kazimierz publicznie leżał krzyżem przed ołtarzem, Jan Sobieski osobiście służył do mszy św.

Wielom wyrwała wiarę z serca zła prasa. Kapelan więzienia w Wiedniu miał mieć odczyt o wpływie prasy na życie moralne. W tym celu rozdał więźniom, którzy przychodzili doń na naukę religii, kartki papieru i prosił by mu napisali, jak prasa wpłynęła na ich życie religijne. I takie otrzymał odpowiedzi: „Nie wiem, pisze jeden z nich, czy Gutenberg, wynalazca druku odkrył dar Boży, czy też był na usługach szatana. Stałem się zbrodniarzem przez złe książki”.

„Wierzyłem święcie temu, co pisały książki bezbożne. Przekonałem się jednak na własnej skórze, że niedaleko się zajdzie bez religii, najwyżej do więzienia”.

„Teraz widzę, że wszystko co mnie spotkało łącznie z osłabieniem wiary, to wszystko wyczytałem w dziennikach i różnych piśmidłach”.

„Byłem szczęśliwym i uczciwym pracownikiem, lecz kiedy jeden ze znajomych dał mi parę książek do ręki - zniweczył moje szczęście”.

Innych odwodzi od obowiązków religijnych zły przykład. Niejeden młodzieniec wynosi z domu rodzinnego bojaźń Bożą, ale dostawszy się między złych towarzyszy zaczyna się wstydzić swej wiary i z obawy przed szyderstwem porzuca pacierz, Mszę św. i spowiedź, następnie uczy się powoli szydzić z religii, w końcu staje się sam niedowiarkiem.

Niektórych wreszcie odwodzi od obowiązków religijnych natłok zajęć lub zabaw. Są ludzie nieraz w gruncie religijni, którzy tak się dają pochłonąć codziennym zatrudnieniom, że nie znajdują chwili wolnej na krótką modlitwę, na wysłuchanie mszy św. lub oczyszczenie duszy przez Sakrament Pokuty. Zapewne nie godzi się zaniedbywać obowiązków stanu, ale też nie godzi się zaniedbywać rozkazu Zbawiciela : „Szukajcie najprzód Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego”.

To są niektóre ze źródeł oziębłości religijnej, a teraz zastanówmy się w krótkości nad jej skutkami.

Skutki obojętności religijnej są nader smutne. Ona pozbawia nas obfitych łask Bożych. Życie ludzkie jest wielkim i niełatwym do rozwiązania zadaniem, a dla spełnienia jego przeznacza Bóg każdemu szereg łask, z których jedne daje darmo, o inne każe kołatać do Swego miłosierdzia modlitwą i dobrymi uczynkami. Jeżeli tedy człowiek współdziała z każdą łaską i ciągle wyciąga ku niebu swe ręce, Bóg spuszcza mu hojne dary; coraz wyżej podnosi go w cnotach i doskonałości, za którą potem koronuje go wieczną chwałą. Jeżeli zaś człowiek trwa w obojętności, przestaje się modlić i stroni od Sakramentów św., natenczas zamyka sam dla siebie krynicę Miłosierdzia Bożego, w skutek czego nie tylko popada w niemoc duchową, ale obskoczony przez całe wojska pokus, ponosi klęskę za klęską i brnie w coraz nowe grzechy, jakby w przepaść głęboką i ciemną.

Życie ludzkie jest pasmem cierpień, bo tak Bóg postanowił, byśmy się z krzyżem na ramionach wspinali na Golgotę i dopiero tamstąd wstępowali na górę Wniebowstąpienia. Z drugiej strony zostawił Bóg niewyczerpane źródło pociech, w najsłodszym sercu Zbawiciela, który z wysokości Krzyża woła do wszystkich: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę”.

Potrzeba tylko garnąć się do Pana z wiarą i ufnością. Tak robią miliony dusz, a wszystkie znajdują ulgę i pociechę. Kto zaś jest obojętny dla Boga, kto go nie szuka w cierpieniach, ten musi cierpieć bez pociechy i albo zwróci się do stworzeń, które go nie pocieszą, albo pogrążony w rozpaczy, złorzeczyć będzie Bogu i ludziom, albo nawet targnie się na własne życie, aby skrócić pasmo cierpień.

Przeto najmilsi, jeżeli pragniecie mieć w życiu łaskę Bożą i pokój wewnętrzny, jeżeli chcecie umierać z nadzieją i znaleźć Boga w wieczności: „Strzeżcie się pilnie fałszywych proroków, którzy do was przychodzą w odzieniu owczym, a wewnątrz są wilcy drapieżni”. Nie wierzcie nigdy nowinkarzom, którzy pod pozorem postępu i oświaty podkopują w sercach waszych święte fundamenta wiary św. Trzymajcie się w całym życiu niezachwianie wiary św., a przede wszystkim wypełniajcie w całym życiu i wypełniajcie co wiara św. nakazuje, nie porzucajcie pacierza, nie strońcie od Kościoła, nie uciekajcie od konfesjonału i Stołu Pańskiego. Z tych wszystkich źródeł wiary św. czerpajcie łaski a wtedy i Chrystus udzieli nam tej łaski największej, że nas weźmie do nieba. Amen.

 

Chorzów Stary. 16.VII.39 r.

Copyright 2018  Archidiecezja Katowicka