^Góra strony

foto1 foto2 foto3 foto4 foto5
foto5

8. Kazanie wygłoszone 1 III 1940 w kościele św. Józefa w Rudzie Śląskiej; kazanie: Święty dnia powszedniego

1.3.1940 Ruda Święty dnia powszedniego (drugie kazanie)

 

Dziełem rąk Twoich jesteśmy my wszyscy.” (Iz 64,8).

Nierzadko czyni się chrześcijaństwu zarzut, jakoby zdrętwiało ono w przepisach wiary i tekstach modlitw. Zarzuca się, że nie ma w nim już ciepła i przeżywania oraz że my – chrześcijanie – potrafimy wprawdzie dużo opowiadać o Bogu i bożych sprawach, jednak nasze serca pozostają przy tym zimne i niewzruszone. Choć zarzut ten jest zapewne przesadzony, to jednak tkwi w nim przecież ziarenko prawdy. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: Żyje sobie człowiek, który naprawdę jest wierzący. Wierzy w Boga, który go stworzył i myśli o nim jak ojciec [o dziecku]. Jakże radośnie [ten człowiek] musi iść przez życie! I jak doskonale musi rozumieć, jak przezwyciężać trudności w życiu. A jaka jest rzeczywistość? Wszyscy wierzymy w Stwórcę i Ojca w niebie. Ale czy idziemy przez życie rzeczywiście radośniej niż ci, którzy nie mają (już) takiej wiary? Czy naprawdę lepiej potrafimy radzić sobie z trudnościami w życiu? Tutaj przecież coś jest nie w porządku! Czegoś tu brakuje!

Oczywiście, wierzymy w Boga. Ale żyjemy nieraz tak, jakby był On kimś odległym i nierealnym, kto nie ma z naszym życiem nic do czynienia. Bóg powinien być podstawą naszego życia a nieraz jest kimś na uboczu, o kim myślimy [jedynie] od czasu do czasu. Oczywiście, wierzymy w Boga. Ale wierzymy posługując się za bardzo ustami i rozumem, a za mało sercem i usposobieniem. Dlatego też nasza wiara jest tak wątła, wyblakła i […]. Gdy przyglądam się wierze niektórych katolików, na myśl przychodzi mi obraz drzewa podczas zimy. Nie jest ono martwe, ale życiowe soki nie krążą już w jego pniu i gałęziach. [W takim stanie] drzewo nie może wypuszczać liści, kwitnąć i wydawać owoców. A przecież chcemy, jak mówiłem już ostatnio, być żyjącymi chrześcijanami. Zatem musimy się najpierw nauczyć, na nowo ujrzeć Boga jako kogoś najważniejszego, jako autentyczne centrum i najgłębszy korzeń naszego życia. Bóg i my! Znam pewne krótkie zdanie streszczające w sobie to wszystko to, co wszytko co od prapoczątku ludzki umysł był w stanie poznać na temat relacji z Bogiem. To krótkie zdanie brzmi: „Bóg [jest] moim Stwórcą a ja Jego stworzeniem“. Brzmi ono tak prosto i łagodnie a [jednocześnie] jest tak bogate w treść i myśli. Życia by nie starczyło aby wysnuć wszystkie wnioski z tego zdania. Bóg moim Stwórcą a ja Jego stworzeniem! To (słowo) budzi głęboki respekt, bo ukazuje naszą głęboką zależność od Boga. Bóg moim Stwórcą a ja Jego stworzeniem. To znaczy: jestem zależny od Boga aż po najgłębsze korzenie mojego życia. Gdyby Bóg mnie nie stworzył, nie byłoby mnie. „A moi rodzice? – zapytasz – Przecież zawdzięczam życie moim rodzicom!” Tak i nie! To że Bóg pozwala matce i ojcu uczestniczyć w Jego dziele stwarzania jest oczywiście czymś doniosłym w małżeństwie. Ale to co najistotniejsze jest zastrzeżone dla [samego] Boga. Pismo Święte mówi: „w Jego ręku – tchnienie życia i dusza każdego człowieka!” (Hi 12,10).

 

2. [Coś innego] może wprawić nas w jeszcze większe zdumienie. Bóg moim Stwórcą, a ja Jego stworzeniem oznacza także: Każdy, nawet ten najsubtelniejszy obszar mojego życia jest zależny od Boga. Gdyby Bóg nie miał Swego udziału w moich najmniejszych czynnościach życiowych, w każdym mrugnięciu oczu, w każdym słowie padającym z mych ust, każdym kroku mych nóg, byłbym nieruchomy, ślepy i niemy jak kamień. Gdyby Bóg w każdej chwili nie podtrzymywał mego istnienia, po prostu nie mógłbym dalej żyć. Bóg musi nas niejako obiema rękami przenosić nas nad przepaścią nicości. Jeśli odsunie od nas Swą dłoń, popadniemy bez śladu w nicość. Jeśli upuścisz szklankę, na podłodze zostaną przynajmniej kawałki szkła. Jeśli Bóg nas upuści, ze świata nie pozostaną nawet kawałki. Żaden pyłek czy atom. Bez śladu wszystko obróci się w nicość. Dlatego człowiek wraz ze wszystkim co czyni i co go stanowi musi należeć do Boga. Bóg ma prawo do człowieka, do każdej myśli jego umysłu, do bicia pulsu jego serca, do każdego drgnięcia jego dłoni. Bycie zależnym od Boga nie jest dla człowieka czymś poniżającym, lecz uszlachetniającym. Służyć Bogu to znaczy panować. Kto ugina kolana przed Bogiem, ten króluje w świecie. Kto jednak nie chce ukłonić się Bogu, ten [w istocie] liże stopy tysiącom bożków.

II.

Bóg moim stwórcą a ja Jego stworzeniem! Po drugie jest to słowo, które czyni szczęśliwym. Bo zostawia nam głęboki wgląd w miłość Boga. Dlaczego Bóg stworzył świat? Dlaczego stworzył nieśmiertelną duszę i poprzez to podarował mi życie? Nie dlatego, że potrzebuje świata. Nie dlatego, że koniecznie potrzebuje mnie albo jakiegoś innej istoty. Bóg wystarczy sobie samemu. Żadne stworzenie nie może dodać Jego szczęściu choćby małego ułamka. Niemiecki mnich i mistyk dobrze to wyjaśnia: „Własna dobroć skłoniła Boga do stworzenia wszystkich istot, które odwiecznie pielęgnował na łonie Swej Opatrzności, by one wraz z Nim mogły rozkoszować się Jego dobrocią”. Powiedzmy to przystępnie i prosto: „Bóg stworzył nas z miłości i wszystko inne ze względu na nas”. Czy słyszeliście już, że Bóg was kocha? Mam na myśli słyszenie nie tylko uchem, ale też dotarcie do waszych serc. Bóg mnie kocha! Tak, Ten wielki, w Trójcy Świętej, Ten wieczny, Istota nieskończona bez początku i końca, bez granic i miar, Pan nieba i ziemi! On kocha mnie, pyłek w cyklonie, kroplę wody w szerokim morzu, źdźbło trawy, które dziś się zieleni a jutro uschnie. Na tym nie koniec! Bóg może prawdziwie powiedzieć do mnie: „Ukochałem Cię wieczną miłością”. (Jer.31.3).

Przed chwilą powiedzieliśmy: każdy z nas jest żyjącym, działającym i zmieniającym się dziełem Boskiego stworzenia. [Jesteśmy] powołani do istnienia i w nim podtrzymywani przez stwórczą wszechmoc Boga. Na tej samej podstawie możemy teraz powiedzieć: każdy z nas jest żyjącym, działającym i zmieniającym się czynem miłości Boga. Powołani do istnienia i w nim podtrzymywani przez miłość Boga. Czy mogę was teraz zapytać, w jaki sposób wasze dusze odpowiadają na to odkrycie? Może stoicie całkiem oszołomieni i chcielibyście najpierw nieco czasu by przyzwyczaić się do myśli, że Bóg was kocha. Ale może też w jakiejś duszy kiełkuje nieśmiało i skrycie coś, co jest miłością odwzajemniającą albo przynajmniej tęsknota za taką miłością wobec Boga? „Jeśli Bóg mnie ukochał, to jedyną odpowiednią postawą byłaby moja miłość do Niego!” Gdyby ta myśl obudziła się i zapuściła korzenie w naszej duszy, to byłby najlepszy owoc tego kazania. Ponieważ wraz z dniem, w którym zaczynamy miłować Boga, zaczyna się prawdziwie i szczerze nowy odcinek naszego życia. Wówczas wszystko ukaże się nam w nowym świetle. Nasza relacja z Bogiem i z bliźnimi, nasza postawa wobec krzyża i cierpienia w naszym życiu, nasza praca zawodowa, wszystko naraz otrzyma zupełnie inny wizerunek. Nasze myślenie, mówienie i działanie, całe nasze życie będzie doznawać powolnej, ale nieustającej przemiany od wewnątrz.

Zadziwia nas nieraz moc i zażyłość, z jaką żyli święci wobec Boga. Jak obiema stopami stali [twardo] na ziemi a przecież prowadzili życie tak bliskie Bogu! Jak potrafili z najtrzeźwiejszej pracy zwykłego dnia uczynić prawdziwą służbę Bogu. Możemy czasem zazdrościć świętym ich sztuki życia. A przecież! Jedyne co potrzebujemy, aby odkryć tę tajemnicę i siłę napędzającą mężczyzn i kobiet oraz by odnaleźć korzenie ich świętości dnia powszedniego, to nasza miłość do Boga. Amen.

Copyright 2018  Archidiecezja Katowicka